Akcja serce. Policyjny helikopter pomógł pacjentowi

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Program transplantacji serca w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym ruszył w lutym i do tej pory lekarze uratowali życie 26-ciu pacjentom. To pokazuje jak ogromne są potrzeby tych chorych, ale nie zapominajmy ile osób uczestniczy w akcji transplantacji, ilu jest zaangażowanych.

Począwszy od zespołu kwalifikującego do transplantacji, przez zespół kardiochirurgów, anestezjologów, ratowników, a przede wszystkim zespół, który kwalifikuje dawcę w szpitalu. Możemy tu mówić o ponad stuosobowym zespole osób, które wpływają na cały proces transplantacji – mówi Mateusz Rakowski, koordynator transplantacyjny. 

W Polsce większość transplantacji serca odbywa się w trybie pilnym. Wtedy koordynatorzy proszą o pomoc wojsko, straż pożarną, lotnicze pogotowie ratunkowe czy policję. Tak było kilka dni temu. Serce od dawcy było w województwie kujawsko-pomorskim. Daleko od szpitala. 

Godzina jazdy ze szpitala do lotniska, potem transport lotniczy i znowu z lotniska tu do szpitala, to stanowczo za długo. Ponad 2,5 godziny dlatego poprosiłem o pomoc policję. Jak zawsze byli niezawodni, wystawili do akcji śmigłowiec typu Black Hawk, który pozwolił zabrać ze sobą cały zespół transplantacyjny, bo był on potrzebny tu na miejscu. I najważniejsze –  czas transportu poniżej godziny. Przeszło to nasze najśmielsze oczekiwania –  mówi Mateusz Rakowski, koordynator transplantacyjny. 

 A efekty są nieprawdopodobne. Pan Robert – dzięki takiej właśnie akcji – od trzech tygodni ma nowe serce i nowe życie.  

Czekałem w szpitalu 40 dni na dawcę. Pod pompami wspomagającymi pracę serca i podającymi leki zabezpieczające mnie przed śmiercią. I nadszedł ten dzień – mówi Robert Bartnicki, pacjent po przeszczepie serca. 

Do tej pory w szpitalu wykonano 26 transplantacji. Nikt nie przypuszczał, że będzie ich tak dużo. Za każdym razem to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. 

Po pierwsze – ktoś musi tego dawcę zgłosić. To najczęściej anestezjolodzy zgłaszają śmierć mózgu. Poza tym teraz jest normą, że po zgłoszeniu takiego dawcy pobiera się od niego wszystko co się da – nerki, wątrobę – mówi prof. Michał Zakliczyński, kardiolog i transplantolog z Centrum Chorób Serca USK. 

Wtedy zgłaszają się kolejne ośrodki zainteresowane przeszczepem innych narządów. To wszystko trzeba ze sobą precyzyjnie zgrać, dopasować, a czas liczy się najbardziej. 

—  Jeśli chodzi o transplantacje serca to tutaj czas goni nas najbardziej, większość transplantacji dopasowanych jest do nas, ale taka sama sytuacja jest np. z przeszczepem wątroby. W przypadku niewydolności wątroby nie ma w pełni wydolnej metody zastępującej pracę wątroby – wyjaśnia prof. Michał Zakliczyński, kardiolog i transplantolog z Centrum Chorób Serca USK. 

Specjaliści podkreślają, że jeden dawca może uratować życie co najmniej sześciu osobom. 

—  Tego się nie da zapomnieć i trudno mówić, jak się tym ludziom odwdzięczyć. I tej osobie, która odeszła i jej rodzinie. Warto też wspomnieć o innych dawcach. Każdy z nas dostał kilka jednostek krwi – mówi Robert Bartnicki, pacjent po przeszczepie serca. 

Ciągle brakuje dawców, dlatego koordynatorzy, lekarze podkreślają.

— Apelujemy by z rodziną, najbliższymi rozmawiać o tym. Przekazać swoją ostatnią wolę, bo przecież nie ma nic cenniejszego niż podzielenie się z kimś sobą – mówi Mateusz Rakowski, koordynator transplantacyjny. 

Najnowsze wiadomości

Najnowsze programy