Dolny Śląsk szykuje się na kolejną falę pandemii. Czy wystarczy medyków?

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Katastrofa, dramat - takich określeń używa minister zdrowia i dolnośląski wojewoda, mówiąc o piątej fali pandemii. Omikron nie pozostawia złudzeń - jedna osoba może zarazić nawet kolejnych dziesięć, więc skala zachorowań może być dramatyczna. Teraz wojewoda zakontraktował w dolnośląskich szpitalach 2200 łóżek dla chorych na Covid, ale już wiadomo, że potrzeby będą znacznie większe. Pytanie tylko, czy system opieki zdrowotnej to wytrzyma.

W Polsce jest 180 tys. łóżek szpitalnych. Już teraz chorzy na Covid zajmują ponad 20 tysięcy. 

Pierwszy plan mówi o przygotowaniu 40 tys. łóżek. Teraz zajęta jest połowa, więc ten bufor bezpieczeństwa dla pacjentów, którzy mogą ciężko chorować nie jest duży. Na czwartą falę byliśmy przygotowani na 40 tys. łóżek i gdybyśmy zatrzymali się na tym poziomie, to byłaby to bardzo trudna sytuacja. Takiej jeszcze nie mieliśmy, ale bardzo dużym wysiłkiem bylibyśmy w stanie jakoś to przejść, ale jak będzie 60 tys., to nie wyobrażam sobie tej sytuacji, bo to jest de facto połowa łóżek zajętych. To by groziło paraliżem dla innych pacjentów i ograniczeniem szpitali tylko do ostrych przypadków – mówi prof. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog USK we Wrocławiu. 

Już teraz pacjenci biali mają ogromnie utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej.  

Nie może nam Covid-19, którego nasilenie już widzieliśmy, przesłonić tego, że pacjenci w Polsce nie przestali chorować na inne schorzenia. Te schorzenia nie przestały przechodzić w stany ostre i oni tak samo wymagają ratowania życia jak każdy inny pacjent – mówi Barbara Korzeniowska, USK we Wrocławiu.

Teraz w USK i w szpitalu tymczasowym jest 300 łóżek covidowych. W regionie 2200, ale przy większej skali zakażeń będzie potrzebnych nawet 3,5 tys. łóżek. Ale nie to jest największym problemem. 

To nie łóżko leczy. Wąskim gardłem może okazać się personel medyczny, nie tylko lekarze. Mamy do czynienia ze zmęczeniem tych, którzy byli najbardziej zaangażowani, którzy w poszczególnych falach pandemii najwięcej z siebie dawali – mówi Jarosław Obremski, wojewoda dolnośląski.

Najwięcej zakażeń wśród personelu było podczas drugiej fali – chorował co 5. medyk. Potem, gdy mogliśmy już szczepić się na Covid-19, było znacznie lepiej

– W trzeciej fali nie było absencji chorobowej. Omikron czasami potrafi ominąć szczepionkę i zakazić. Daje dużo łagodniejszy przebieg, ale jednak zakaża i to jest ten element, który muszę brać pod uwagę. Czynnik ludzki jest ważny. Co z tego, że będę miał respirator jeżeli będę miał problem z personelem – dodaje wojewoda.

Już teraz trudno jednak o pełną obsadę dyżurową na szpitalnych oddziałach. 

Najnowsze wiadomości

Najnowsze programy