Małżonkowie mieli tę samą wadę serca. Zoperowano ich w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Nawet najstarsi lekarze Szpitala Wojskowego we Wrocławiu mówią, że taka miłosna historia zdarzyła się tutaj po raz pierwszy. Chodzi o historię państwa Henryka i Danuty Łukasiewiczów, którzy są ze sobą już od ponad 50 lat. Ostatnio okazało się, że mają tę samą wadę serca i zostali sukcesywnie zoperowani w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu.

Państwo Łukasiewiczowie trafili do mnie, ale de facto pan Henryk, który był przewieziony przez żonę na konsultację do kwalifikacji do leczenia operacyjnego wady aortalnej ciasnej stenozy na pierwszej wizycie został zakwalifikowany do leczenia operacyjnego. Pani Danuta również poprosiła o przejrzenie jej dokumentacji, o której nie wiedzieliśmy wcześniej i okazało się, że ma taką samą chorobę – mówi dr Marek Gemel,  zastępca kierownika Kliniki Kardiochirurgii w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu.

Państwo Łukasiewiczowie są z Lubina. Pani Danuta ma 69 lat, a z kolei pan Henryk 74 lata. 

Po wykonaniu dodatkowych badań diagnostycznych, które są niezbędne, oboje chorzy na konsylium kardiochirurgicznym zostali zakwalifikowani do leczenia przezskórnego. To jest metoda, w której przez dostępy naczyniowe cewnikami wprowadzamy zastawkę sztuczną biologiczną w miejsce tej schorowanej zastawki człowieka – mówi dr Marek Gemel, zastępca kierownika Kliniki Kardiochirurgii w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu.

Pan Henryk ze swoją małżonką przez całe życie są razem, więc postanowili, że chcą zostać zoperowani w tym samym czasie. Jako pierwszy, pod koniec kwietnia bieżącego roku operację przeszedł pan Henryk, a dwa dni później została zoperowana pani Danuta. Obie operacje przebiegły sukcesywnie, bez powikłań. 

Jak się zbudziłem po operacji, to normalnie się czułem. Chciało mi się jak najszybciej wstać, żeby pochodzić sobie już – mówi Henryk Łukasiewicz, pacjent Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.

Bardzo dobrze się czuję, nie męczę się już. Staram się wrócić do tak zwanej normalności. Bardzo kocham działkę i spędzałabym tam cały dzień, jeśli byłoby to możliwe. Czasami trochę podskubać, trochę coś podlać – mówi Danuta Łukasiewicz, pacjentka Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.

Jak mówią małżonkowie, nie spodziewali się, że taka sytuacja życiowa ich spotka, ale podkreślają, że są razem na dobre i na złe, bo we dwójkę zawsze jest łatwiej niż samemu.

Jakby nie było jednego, to z drugim byłby już jakiś stres, coś by wynikało. Nie wiem, co by człowiek już sobie wyobrażał. A dwoje to jest dwoje – podkreśla Henryk Łukasiewicz, pacjent Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.

Niesamowitym w tym wszystkim jest to, że choć zarówno pan Henryk, jak i pani Danuta mieli najczęstszą nabytą wadę serca, w postaci zwężenia tej głównej zastawki aortalnej, to stopień degeneracji nastąpił dokładnie 50 lat po ich ślubie. Ulegliśmy ich woli, bo chcieli być ze sobą na dobre i na złe i postanowiliśmy w tym samym tygodniu, dzień po dniu wszczepić im zastawkę – mówi dr Krzysztof Ściborski, kardiolog interwencyjny, Szpital Wojskowy we Wrocławiu.

To jest straszna rzadkość, dlatego chcieliśmy się podzielić z państwem naszą radością, że pomogliśmy fajnie tym państwu i że oni będą mogli korzystać z uroków tego życia przez tyle lat, ile jest im dane – mówi prof. Waldemar Banasiak, kierownik Ośrodka Chorób Serca w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu.

Zobacz również

Social media

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI!

Masz istotne informacje?

Napisz do nas:
kontakt@echo24.tv

Najnowsze programy