Otwarci we Wrocławiu pomimo pandemii?

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Na wieść o przedłużeniu obostrzeń, od początku tygodnia przedsiębiorstwa otworzyły się na gości. Zakopiańskie veto pociągnęło za sobą szereg podobnych akcji w całym kraju. Osoby, które zdecydowały się wznowić działalność, musiały liczyć się z interwencjami policji i sanepidu oraz z nakładanymi na nich mandatami.

– Większość przedsiębiorców, jak wynika z doniesień prasowych, decyduje się jednak na nieprzyjmowanie mandatu i walkę o swoje prawa przed sądem. Gorzej jest z karami nakładanymi przez sanepid, one są natychmiast wykonalne. I tu pojawia się ten problem, że pieniądze mogą zniknąć z konta, natomiast przedsiębiorcy podejmują to ryzyko, zostali już postawieni do muru i nie pozostało już im nic innego — mówi r. pr. Angelika Kimbort. 

Pomimo obostrzeń otwierają się restauracje, kawiarnie, siłownie i dyskoteki. Według przedsiębiorców pomoc płynąca ze strony rządu nie jest na tyle wystarczająca, aby mogła w pełni pokryć koszty zamknięcia. Interwencje policji i służb sanitarnych w ciągu ostatnich dni były liczne.

– Wracając do sytuacji, jak tutaj przyszła policja która, że tak powiem, nas szpiegowała, inaczej tego nazwać nie można, wystając pod lokalem i zaglądając z auta, no to jest jakieś szpiegostwo. Odebrałem to tak, że policja, sanepid czy wszystkie służby, na które my pracujemy, zakazują nam pracować — mówił anonimowy przedsiębiorca z Wrocławia. 

Co ważne, narażeni na kary i mandaty są nie tylko sami przedsiębiorcy, ale również osoby korzystające z usług lokali.

– Zakazy i nakazy dotyczą wszystkich obywateli, nie ma podziału na przedsiębiorców i osoby fizyczne. Zakazy dotyczą każdego, czy jest to przedsiębiorca czy osoba fizyczna. Jeśli osoby fizyczne biorą udział w przedsięwzięciach, które są określone właśnie w tym rozporządzeniach jako niedozwolone w tym czasie pandemii, no to muszą liczyć się z mandatami karnymi, bądź w skrajnych sytuacjach – decyzjami administracyjnymi – mówi Małgorzata Mieszkowska.

Niektóre wrocławskie kawiarnie i restauracje otwierały się już wcześniej, na zasadzie coworkingu, udostępniając przychodzącym do lokali przestrzeń do pracy. Nie oferowano wielu takich miejsc, w kawiarni naszego rozmówcy, który woli pozostać anonimowy – były trzy stoliki.

– Cały reżim sanitarny był tutaj oczywiście zachowany, klienci przychodzili tutaj w maseczkach, pracowali też w maseczkach, odległości 2 metry były między nimi zachowane, problem pojawił się w momencie, w którym chcieli coś zjeść — mówił anonimowy przedsiębiorca z Wrocławia.

Właściciele utrzymują, że są w stanie otwierać swoje lokale z zachowaniem niezbędnych restrykcji. Czy ryzyko zakażenia w takich miejscach jest większe?

Wiemy już o tym, że koronawirus przenosi się przez kontakty, w związku z tym wszystkie skupiska ludzkie są zagrożeniem, dlatego wprowadzono szerokie obostrzenia, żeby minimalizować ryzyko zakażenia i transmisji wirusa – mówi Małgorzata Mieszkowska.

Na ten moment, przyjęcia mandatu możemy odmówić, jednak rządzący planują nowelizację ustawy, która zablokuje tę możliwość. Prawnicy obawiają się, że obywatelom zostanie odebrane prawo do sądu.

Chodzi o to, że nie będzie już można tego mandatu nie przyjąć. W sytuacji, gdy odmówi się pokwitowania mandatu, policjant poczyni o nim wzmiankę i będzie on traktowany jako przyjęty. Będzie mógł w ciągu 7 dni złożyć podanie do sądu, ale jest to wysoce problematyczne. Wskażmy, chociażby na sytuację wyjazd na wakacje i braku realnej możliwości skorzystania z porady prawnika w tym czasie – mówi r. pr. Angelika Kimbort.

Rządzący zapowiedział odmrażanie niektórych biznesów wraz z początkiem lutego – jednak konkretne terminy i zasady nie są znane.