Trwa ogólnopolski protest mediów- jakie mogą być skutki?

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
W czwartek 4 lipca rozpoczął się ogólnopolski protest mediów w związku z nowelizacją ustawy o prawie autorskim. Wprowadzenie unijnej dyrektywy mającej na celu zapewnienie godziwego wynagrodzenia za wykorzystywane treści medialne przez technologicznych gigantów w praktyce, okazało się wyjątkowo niekorzystne dla polskich wydawców. W związku z tym w całej Polsce trwa protest ponad 350 redakcji.

Polskie media są ważną częścią życia każdego z nas, wszystkich żyjących, mieszkających i pracujących w Polsce. Są częścią naszego dziedzictwa kulturowego i systemu demokratycznego, i jako takie muszą przetrwać. Tymi słowami rozpoczyna się apel mediów do polityków.

Mówiąc bardzo skrótowo, to jest kwestia, jak będą dzielone pieniądze między tych, którzy produkują treści medialne, a tych, którzy te treści publikują. Myślę, że warto byłoby tu poczuć pewien kontekst. Od wielu lat, jak wiemy, większość treści jest dostępna w internecie online. Odbiorcy bardzo często za te treści nie płacą, albo nie szczególnie garną się do tego, żeby płacić. Natomiast ktoś musi je wyprodukować i musi zapłacić tym, którzy nad tym pracują. I tu mówimy o dziennikarzach, o mediach. Najczęściej później tym, który jednak najwięcej na tym zarabia, jest ten, który to publikuje. Mówimy tu przede wszystkim o tak zwanych big tech’ach, czyli dużych firmach medialnych, globalnych, które po prostu publikując to na platformach społecznościowych i wyszukiwarkach, zarabiają na tym duże pieniądze — mówi dr Adam Szynol, medioznawca Uniwersytetu Wrocławskiego.

Według ustawy wysokość wynagrodzenia mają ustalać między sobą wydawcy i cyfrowi giganci, co w przyszłości może doprowadzić do zamknięcia małych lokalnych stacji.

Długofalowo może się okazać, że nie opłaci się produkować treści. Przede wszystkim mówimy tutaj o wydawcach lokalnych, czyli na przykład o tygodnikach lokalnych, które wiadomo, że dzisiaj nie żyją tylko z drukowanej prasy, bo tego jest coraz mniej, ale żyją przede wszystkim tym, co zamieszczają na stronach internetowych czy na portalach społecznościowych. Jeżeli nie będą w stanie wydrzeć z gardła, mówiąc tak bardzo brutalnie, swojej części za wyprodukowane i sprzedawane przez tych potentatów treści na tych platformach, to rzeczywiście może się okazać, że w którymś momencie tych środków zabraknie i będą musiały się zamknąć — dodaje  mówi dr Adam Szynol, medioznawca Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zobacz również

Social media

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI!

Masz istotne informacje?

Napisz do nas:
kontakt@echo24.tv

Najnowsze programy