W karnawale same bale? – Zapusty dawniej i dziś

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Mięsopust, zapusty, karnawał – te trzy określenia w gruncie rzeczy oznaczają to samo, czyli czas zabaw, tańców, maskarad i charakterystycznych dla tego okresu przysmaków, takich jak pączki lub faworki, zwane również chrustem, a dawniej także racuchy i pampuchy. Skąd wziął się zwyczaj hucznych zabaw między świętem Trzech Króli a środą popielcową, jak wyglądało to w poprzednich latach i co najważniejsze, czy ta tradycja jest jeszcze żywa?

Od najbliższych nam czasów w słowie „karnawał” mamy jakby dwa słowa: jedno związane z mięsem (carne), drugie – z pożegnaniem tego mięsa. Ale jak sobie zejdziemy na niższą warstwę, to ten „karnawał” również nas odsyła do innego zjawiska: carrus navalis, czyli statek na kołach – tłumaczy dr hab. Piotr Rudzki, teatrolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ta etymologia prowadzi zaś do Artysterii, czyli święta na cześć Dionizosa, który – według wierzeń – przywracał wówczas wolność.

Również niewolnik mógł wyjść i paradować – dodaje Rudzki.

Podmiotowość odzyskiwały także kobiety, co w patriarchalnym świecie nie było na porządku dziennym. A jak wyglądał karnawał w dawnym Wrocławiu i czy coś wyróżniało go spośród innych?

W wiekach średnich i jeszcze chwilę po, karnawał to był świat na opak. To był ten jedyny moment, kiedy można było przejść do roli, w której na co dzień nie mielibyśmy szansy zaistnieć – opowiada Ewa Pluta, rzeczniczka prasowa Muzeum Miejskiego Wrocławia.

Bale organizowano wówczas niemal w całym Wrocławiu i bywały bardzo wytworne, choć nierzadko występowano również w przebraniach. Wszystkie te spotkania, niezależnie od grubości portfela ich gospodarzy, łączył jednak podawany na nich przysmak, czyli… pączki.

Te pączki niewiele się, szczerze mówiąc, różniły od tych naszych dzisiejszych, miały nieco inne nadzienie, bo miały nadzienie śliwkowo-cynamonowe, ale do tego stopnia je uwielbiano w karnawale, że wymyślono nawet poloneza pączkowego – dodaje Pluta.

Polonez pączkowy polegał na tym, że zaraz po tańcu, gdy tylko cichła muzyka, pary kierowały się w stronę zastawionych słodkościami stołów. Ale to nie wszystko.

W jednym z pączków ukryta była moneta – mówi Ewa Pluta.

A jej znalezienie gwarantowało pomyślność na cały rok. Tak było dawniej, a jak jest teraz? Co sądzą na temat karnawału i czy mimo upływu lat, są wierni tej tradycji, opowiedzieli nam wrocławianie.

Ja w ogóle zapomniałem, że jest karnawał.
– Nie, nie ma to żadnego znaczenia. Bawimy się cały rok.
– Cały rok, dokładnie.
– Na ten moment nie obchodzimy ogólnie, ale kiedyś tak, często bywaliśmy. Raczej to było na salach gdzieś, w restauracjach takich…
– Imprezki takie, potańcówy.
– Z przyjaciółmi, znajomymi – większe grono, lepsza zabawa.
– Kiedyś się chodziło… – Kiedy to było?
– Już nie pamiętamy, kiedy to było, ale chodziłyśmy.
– Lubiliśmy właśnie tak ze znajomymi, dla przyjaciół organizować nawet takie właśnie imprezki domowe przebierane. Zawsze dużo zabawy było i śmiechu.
– Osobiście nie obchodzę.
– Karnawału nie obchodzimy.
– Trochę… Trochę tak, ale nie jakoś specjalnie hucznie.
– Karnawał? Uczymy się o nim, jesteśmy na kulturoznawstwie
– mówią wrocławianki i wrocławianie.

I tak zabawa często przegrywa z obowiązkami…

Najnowsze wiadomości

Najnowsze programy