Wrocławianin walczy z ogrodzonymi osiedlami

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Pan Janusz szedł na trzecią dawkę szczepionki przeciw koronawirusowi, zamiast trafić na przychodnię do której zmierzał, ku jego zaskoczeniu, trafił na ploty. Przez około 10 minut krążył, chodził wzdłuż płotów i jako świadomy obywatel, postanowił coś z tym fantem zrobić.

Jedni wybierają je, żeby czuć się bezpieczniej, dla innych to element prestiżu. Tymczasem urbaniści i obywatele aktywiści zamkniętym osiedlom mówią: nie.

Przychodni z oczu nie straciłem, bo cały czas widziałem ten wspaniały wieżowiec tutaj i wiedziałem, że w końcu dotrę, bo w końcu gdzieś te płoty muszą się skończyć, płoty nigdy nie trwają wiecznie. Jedyny płot, a raczej jedyny mur, który przetrwał do naszych czasów w stanie nietkniętym nieomalże to jest Wielki Mur Chiński. Natomiast wszystkie inne mury, czy to w Berlinie czy teraz co się buduje, to one mają krótki żywot. Doszedłem do końca tego płotu, ale bardzo się zdenerwowałem i pomyślałem sobie, że nikt nie będzie mi grodził drogi jak ja jako wolny obywatel mam pójść się zaszczepić i spełnić swój obowiązek obywatelski. W związku z tym pomyślałem, co ja bym zrobił, gdybym był dyrektorem tego płotu, na tym płocie powiesiłbym takie strzałki ewakuacyjne i bym napisał: “Proszę państwa strzałka w tamtą stronę, do ulicy jest 300 metrów, można wyjść. A strzałka w tamtą stronę proszę nie iść, bo tam jest węzeł płotów. Następna rzecz, którą bym ewentualnie zrobił z tymi płotami, to chciałbym, żeby ich w ogóle nie było – mówi Janusz Boratyński, obywatel Wrocławia.

Pan Janusz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, swój żal oraz propozycje rozwiązań przelał na papier, stosowny list wysłał do Rady Miasta, bo jak twierdzi takich ogrodzonych osiedli jest we Wrocławiu sporo. Przewodniczący Rady wraz z ekspertami pochylili się nad sprawą, wnioski są następujące.

Inicjatywa trafiła do Rady Miejskiej, zostanie przeze mnie wniesiona pod obrady sesji Rady Miejskiej 25 listopada. Jest to wniosek, co do którego Rada Miejska musi się odnieść. Mamy już opinie prawne w dwóch aspektach, zarówno tym podatkowym, czyli podniesienia podatku od nieruchomości dla nieruchomości ogrodzonych, jak też cywilnym, czyli możliwości ingerowania w to, czy właściciel zamierza ogrodzić swoją posesję i obie te opinie negatywnie traktują ten wniosek, czyli stwierdzono, że rada gminy nie może swobodnie podnosić podatków w taki sposób, jaki wnioskodawca by chciał ani nie może ingerować we własność i w postanowienie właściciela co do tego, że chciałby swoją własność wygrodzić ogrodzeniem – komentuje Sergiusz Kmiecik, Przewodniczący rady Miejskiej Wrocławia.

A jak na ten problem patrzą architekci?

Jaką funkcję ma pełnić takie ogrodzenie? Zakładam, że może chodzić o jakieś poczucie bezpieczeństwa i tu znów się odnoszę do tej teorii habitatu. Jeżeli społeczność żyje razem i są w niej różne osoby, osoby starsze, młodsze, osoby z dziećmi i te osoby wychodzą do swojego habitatu, czyli do swojej przestrzeni, to wszyscy wszystkich znają. W związku z tym wtedy te wszystkie monitoringi, kamery, wygrodzenia nie mają najmniejszego sensu, bo cenniejsze i ważniejsze, a nawet wnikliwsze jest oko człowieka, które wszystko widzi i rejestruje niż zapis kamery, bo i tak potem tego kogoś nie można znaleźć. Znowu jakkolwiek by nie odpowiadać na to pytanie, to zawsze będę mówić, że ogrodzenia jednostek zamieszkiwania czy osiedli nie są sensowne, one mogą mieć tylko wtedy sens jeśli istnieje jakieś poczucie zagrożenia. Rozwiązaniem byłaby zmiana polityki miasta, która powinna być mniej łaskawa dla deweloperów i ich potrzeb, a bardziej łaskawa dla dobra społecznego – mówi Anna Bać, architektka, profesorka PWr.

Najnowsze wiadomości

Najnowsze programy