Wrocławskie Nadodrze rzemieślnikami stoi. Tradycja krawiectwa sięga prawie 80 lat

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Wydawać by się mogło, że zawody rzemieślnicze odchodzą w zapomnienie. Nic bardziej mylnego - na wrocławskim Nadodrzu niemalże na każdym kroku można spotkać ludzi, którzy zajmują się rzemiosłem. To tutaj od prawie 80 lat działa Cech Rzemiosł Odzieżowo-Włókienniczych, którzy zrzesza m. in. pracownie krawieckie.

Cech Rzemiosł Odzieżowo-Włókienniczych, wtedy jeszcze pod inną nazwą, został założony 2 grudnia 1945 roku. W najlepszym czasie zrzeszał ponad 2 tysiące osób, teraz skupia niecałe 10 pracowni. Niestety, wiele pracowni rzemieślniczych nie przetrwało po powodzi w 1997 roku.

– Pierwszy punkt jest taki, że podtrzymuje, jakby podtrzymywał tradycję i historię działania przez te wszystkie lata, prawie 80 lat, bo jest 77 dokładnie. My jesteśmy tu po to, żeby właśnie tą kulturę tego rzemiosła, szczególnie mojego, pokazać w taki sposób, ale już nowocześniejszy, jak to było kiedyś. No bo wiemy, że technologie, technika, wszystko się zmieniło – mówi Wanda Fok, starsza Cechu Rzemiosł Odzieżowo-Włókinniczych.

– Cech rzemieślniczy to jest wspaniała sprawa. Nasz Cech funkcjonuje blisko 80 lat. Są osoby, którym się chce współdziałać, organizować w zawodzie. Cech jest potrzebny nam po to, żeby wymieniać doświadczenia, żeby w ogóle się znać, żeby wiedzieć, jak wygląda rynek, żeby przede wszystkim kultywować tradycję krawiecką – mówi Aneta Fąfara, Pracownia 17 na Nadodrzu.

I chociaż sytuacja rzemieślników jest dużo trudniejsza – w dobie rosnącego konsumpcjonizmu, zakupów on-line i łatwo dostępnych sieciówek – wielu docenia fach w ręku i stawia na szycie na miarę.

– Sprawdza się rewelacyjnie. Jeżeli ktoś ma potrzebę i raz spróbuje, to zawsze do nas wraca, ponieważ jest to bardzo przyjemny proces, a jednocześnie ubrania szyte na miarę, to jest zupełnie inny świat aniżeli sieciówki. Sieciówki to sieciówki. Szycie na miarę to usługa, a nie sprzedaż. Przede wszystkim możemy zamaskować mankamenty figury, jeżeli je mamy. Tak, nie każdy ma, ale niektórzy tak. Możemy tak wykorzystać proporcje albo tak popracować z proporcjami sylwetki, żeby na przykład sukienka wyglądała bardzo dobrze. Nawet jeżeli ktoś jest przy tuszy, sukienka może wyszczuplić. To samo dotyczy spodni – mówi Aneta Fąfara, Pracownia 17 na Nadodrzu.

– Kiedyś mówili: „eee krawcowa”. My jesteśmy specjalistami. Osoby, które są w Cechu, wszystkie są mistrzami. Są to osoby, które mają często gęsto skończone wyższe wykształcenie i nie jeden fakultet, a dwa i trzy. I są w naszym cechu, bo mój cech nie tylko my jesteśmy, że jest rzesza krawców, ale są też modystki, gdzie piękne kapelusze tworzą i inne nakrycia głowy. Są to niesamowicie zdolni ludzie. To, co ręka ludzka wytworzy, nie ma takiej maszyny, która by to stworzyła – mówi Wanda Fok, starsza Cechu Rzemiosł Odzieżowo-Włókinniczych.

I przede wszystkim każda rzecz, która wychodzi spod ręki rzemieślnika, jest przygotowana pod konkretnego klienta, indywidualna, dopasowana, a przez to niepowtarzalna.

– Ludzie szyją przede wszystkim na okazję, bo wtedy chcą się ubrać i dobrze wyglądać, dobrze zaprezentować. Poza tym te okazje, szczególnie śluby albo jakieś przyjęcia, są zazwyczaj jedynymi, gdzie te osoby chciałyby się zaprezentować całej reszcie inaczej niż zwykle – mówi Aneta Fąfara, Pracownia 17 na Nadodrzu.

– My kupujemy rzecz i potem wyrzucamy po praniu, bo się nie nadaje do noszenia. Nawet, gdy kupimy nową w sieciówce, po kilku dniach ona się pruje, bo ona jest nieobrzucona, wąskimi szwami szyta, nie ma zapasów – mówi Wanda Fok, starsza Cechu Rzemiosł Odzieżowo-Włókinniczych.

Rzemieślnicy podkreślają, że to, co wyjdzie spod ich ręki, jest unikatowe, dlatego warto podstawić na jakość, a nie ilość. Takie nawyki pozwalają oszczędzić także pieniądze, a przy tym zadbać o naszą planetę, bo produkcja odzieży zużywa ogromne ilości wody.