Zatorowość płucna – skomplikowana operacja w USK we Wrocławiu

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Zatorowość płucna to dolegliwość, która dotyczy coraz młodszych pacjentów. Na sale operacyjne trafiają już 60-ciolatkowie, którzy nie mogą normalnie funkcjonować z powodu dolegliwości, jakie powoduje ta choroba. To przede wszystkim duszności i bóle w klatce piersiowej. Ratunkiem dla takich pacjentów są wysokospecjalistyczne procedury, które w Polsce wykonywane są tylko w dwóch ośrodkach - w Warszawie i we Wrocławiu. Na sali operacyjnej jest siedemdziesięcioletni pacjent, który będzie operowany przez wysokospecjalistyczny zespół pod kierunkiem dr Romana Przybylskiego. To operacje ratujące życie.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny przy ul. Borowskiej – to tutaj wykonywane są bardzo skomplikowane i wielogodzinne operacje. Zatorowość polega na tym, że dochodzi do zwężenia lub zamknięcia tętnicy płucnej lub jej rozgałęzienia przez skrzepliny. Skąd te zatory pochodzą? Tak jak w tym przypadku – czasem z innej poważnej choroby – zakrzepicy żył kończyn dolnych. 

Zakrzepy osadziły się w tętnicach płucnych, doprowadzając do rozwoju nadciśnienia płucnego, bardzo ciężkiego. To bardzo ciężka choroba. Żeby wyciągnąć te skrzepliny, musimy wprowadzić pacjenta w krążenie pozaustrojowe, w stan hipotermii. Czyli musimy schłodzić pacjenta do temperatury 18 stopni, zatrzymać serce, krew nie będzie w ogóle płynąć w pacjencie i w tym czasie będziemy wyciągali skrzepliny z tętnic płucnych – mówi dr Maciej Bochenek, kardiochirurg. 

U tego pacjenta nie można zastosować innych metod leczenia – np. balonowania tętnic lub rozpuszczenia zatorów farmakologicznie.  Ten pacjent choruje od dawna, ma bardzo duże zmiany w tętnicach i tylko operacja – mechaniczne usunięcie zatoru – może mu pomóc. Chory cierpi od dawna. 

Te skrzepliny mu się urywały z nóg. Leciały do tętnic płucnych, powodowały takie zmiany na ostro. On był leczony, został mu nawet wszczepiony taki specjalny filtr w żyle głównej dolnej, żeby wyłapywał te skrzepliny, ale to nie pomogło. Rozwinęło się nadciśnienie płucne. Tętnice płucne były mocno pozwężane, pozmieniane. To operacje ratująca życie – mówi dr Maciej Bochenek, kardiochirurg. 

W wyniku zamknięcia naczyń skrzeplinami i zmniejszenia ilości krwi przepływającej przez płuca dochodzi do zmniejszenia utlenowania krwi, co prowadzi do niedotlenienia wszystkich narządów. A prawa komora serca nie jest zdolna do pokonywania tak wysokich ciśnień i ulega znacznemu rozszerzeniu i niewydolności. Operacja jest bardzo długa. Wykonywana w krążeniu pozaustrojowym. 

Włączamy maszynę i zadaniem tej maszyny oraz moim jest zastąpienie pracy serca i płuc, czyli wymuszenie obiegu krwi i uzyskanie ciśnienia tętniczego krwi oraz oxygenacja, czyli wymiana gazowa w trakcie zabiegu kardiochirurgicznego tak, żeby na czas tego zabiegu te dwa organy – serce i płuca – mogły nie pracować. Na czas operacji te dwie funkcje  przejmuje ta maszyna – mówi Arkadiusz Burzyński, perfuzjonista.  

Pacjent jest duży – ma ponad 190 cm wzrostu i waży ponad 110 kg, więc i krwi ma więcej. Dlatego konieczne było użycie dodatkowych worków, żeby zmieścić wypompowaną z chorego krew. Wszystko po to, by chirurg miał większy komfort operacji. Samo przygotowanie do zabiegu trwało ponad 4 godziny. 

Cały czas przygotowanie do właściwego zabiegu. Jeszcze mamy za wysoką temperaturę. Ile mamy? 24. Jeszcze mamy za ciepło do rozpoczęcia właściwego zabiegu, to już sobie wszystko przygotowujemy. Temperatura musi być 18 stopni –  mówi dr Maciej Bochenek, kardiochirurg. 

Głównym operującym jest dr Roman Przybylski, kardiochirurg o największym w Polsce doświadczeniu w przeszczepach serca. Ten program ruszył w USK we Wrocławiu wiosną zeszłego roku i do tej pory uratowano życie ponad 50 pacjentom. Rekordowo dużo. Dzisiejszy zabieg kardiochirurgiczny – usuwania zatorów płucnych – jest nie mniej skomplikowany. Wymaga ogromnego skupienia. Kolejne godziny przez całym zespołem będą bardzo trudne, ale dla chorych to jedyna szansa na powrót do zdrowia i sprawności.

U większości z tych pacjentów jakość życia znacznie się poprawia. Tylko to zajmuje trochę czasu. Ci pacjenci, żeby doszli do siebie po operacji, potrzebują około 3 miesięcy. Natomiast po tym okresie widzimy spektakularną poprawę w funkcjonowaniu pacjentów – dodaje dr Maciej Bochenek, kardiochirurg. 

Najnowsze wiadomości

Najnowsze programy