GOŚCIEM: WŁADYSŁAW FRASYNIUK.
"Kim właściwie jest Władysław Frasyniuk?"
- Władysław Frasyniuk jest wielkim patriotą miasta Wrocławia i takim dłużnikiem sierpnia 1980 roku, dlatego że rok 1980 mało się kojarzy wrocławskiej publiczności. Rok 1980 to jest ten rok, w którym myśmy uwierzyli, że Wrocław jest polskim miastem i jest naszą małą ojczyzną. W 1980 roku. Wszystko to było niemieckie i wszystko było nie nasze. I muszę powiedzieć, że ten patriotyzm i ta miłość do Wrocławia była tak silna, że 13 grudnia to był nawet nie protest przeciwko temu, że oni wyprowadzili wojsko i internowali, tylko to jest to, że zabijali naszą miłość do tego miasta. Myśmy rzeczywiście to miasto odzyskali. Nawet powiedziałbym więcej, sierpień 1980 roku to są takie trzy fenomeny. To znaczy myśmy nagle uwierzyli, że to jest nasza Polska, że to jest nasza ojczyzna, że my się z tym mocno identyfikujemy. Po drugie odbudował się historyczny Dolny Śląsk. Jednak niemieckie tradycje, a nie polskie tradycje. Jednak region się odbudował. Nie województwa: wałbrzyskie, legnickie, jeleniogórskie, tylko historycznie. Fenomen polegał na tym, że do nas dopisywali się te części np. Śląska Polskiego czy Wielkopolski, gdzie była napływowa ludność. Czyli można powiedzieć, że ten odbudował się region, w którym byli sami imigranci. Obcy. I ten sierpień nas zintegrował. To wtedy się okazało, że my nie jesteśmy obcy, tylko że jesteśmy razem wspólnie.
(...)
WIĘZIENIE
- Nie ukrywam, że mi się śni i za każdą rzeczą, że mi się śni, jest taka sytuacja, że mnie gdzieś zamykają i że próbuję zorganizować ucieczkę. Nawiasem mówiąc, nigdzie tego nie opowiadałem. Teraz występuję do rządu o specjalną emeryturę dla mojego kolegi Marka Łucarza, z którym siedziałem w Łęczycy. I tam w Łęczycy Adam Borowski, który dzisiaj radykalną czołową postacią PiSu zaproponował ucieczkę z tego więzienia. I ktoś się na zewnątrz wygadał, a myśmy, że tak powiem, zobowiązałem się do pewnych testów, jak się zachowają strażnicy. Były tam takie ciężkie represje i takie ciężkie bicie, że ten Marek Łucarz wyszedł z więzienia okaleczony. Mówiąc zupełnie wprost, on nie był tak rozpoznawalny i tak znany jak Władysław Frasyniuk. I wobec niego były takie brutalne tortury i wyszedł z uszkodzonym kręgosłupem. Więc można powiedzieć tak, że nie ma takiej kary, której bym w więzieniu nie przeszedł po parę razy. Ja w pierwszym wyroku miałem ponad 3000 raportów. W pierwszym wyroku. Przez pierwsze dwa lata dorobiłem się 3000 raportów. I tu naczelnik aresztu śledczego powiedział, że on w swoim życiu, a siedział w takich więzieniach, był naczelnikiem w więzieniach specjalnych, to rzadko mu się zdarzyli goście z taką ilością protokołów użycia siły. I ja powiedziałbym tak, na pytanie, czy warto było płacić tą cenę? Raz jeszcze odpowiem, to jest przywilej. Tym bardziej, że ten przywilej zakończył się sukcesem.
(...)
"Państwo nigdy nie wprowadziło historii Solidarności do polityki historycznej kraju"
- Ale mamy 45. rocznicę sierpnia. I państwo nigdy nie wprowadziło historii Solidarności do polityki historycznej kraju (...). Jest parę takich momentów, które powinniśmy czcić i pamiętać. Powstanie w getcie, powstanie warszawskie, ale zwycięskie powstanie Solidarności powinno być elementem polityki historycznej państwa. Nie samorządu, nie gminy, nie Europejskiego Centrum Solidarności. Państwo powinno zadbać o to, żeby ta pamięć o wyjątkowym wydarzeniu przebiła się do opinii publicznej. Jeśli czymkolwiek się możemy pochwalić w wolnym świecie, to przecież nie marką motocykla, bo nie mamy, marką samochodu, bo nie mamy, historią Solidarności. I szczerze powiedziawszy, patrzę z przerażeniem na to, jak ta historia Solidarności jest rozdzielana na czynniki pierwsze.
"Wałęsa w swoim własnym kraju jest Bolkiem"
- Wie Pan, powiedziałbym tak, że ja do tej pory współczułem Lechowi Wałęsie i uważałem, że on umrze jako zgorzkniały człowiek z poczuciem porażki. Wałęsa jest człowiekiem, którego jeździłem z nim i byłem w Stanach Zjednoczonych wtedy, kiedy miał to wielkie wystąpienie. On do dzisiaj jest fenomenem na ustach świata. W XX wieku do globalnej historii przeszło dwóch ludzi. Dwóch ludzi walczących o prawa człowieka. Dwie wybitne postacie. Jedna to jest Lech Wałęsa, a drugie Mandela. I Mandela jest cały czas bohaterem w swoim własnym kraju, a Wałęsa w swoim własnym kraju jest Bolkiem.
(...)
"Dlaczego wy się tak poróżniliście między sobą?"
- Powiedziałbym tak, dobre pytanie. Bardzo dobre pytanie. Wydaje mi się, że jednym z największych błędów politycznych i historycznych, jakie popełniło moje pokolenie, to wojna na gorze, czyli ten konflikt z Wałęsą. I to, nie ukrywam, jestem człowiekiem, który za to ponosi w dużej mierze odpowiedzialność. Byłem takim frontmanem, który nie bał się Wałęsy i z nim, że tak powiem, się zderzał. Nawet wtedy myśmy ze sobą rozmawiali. Lubimy się z Lechem, o tak bym to powiedział. Ja go bardzo szanuję. Moje pokolenie, zresztą moich młodych ludzi, zawsze szanowało Wałęsa, mimo że on był, jak się ma 26 lat, to każdy, kto ma powyżej 30 lat, jest dziadkiem leśnym. Mnie się wydawało, że po 30 już nie ma życia, a po 40 się umiera. Naprawdę, człowiek w ogóle nie myśli o tymi kategoriami. Mieliśmy głęboki szacunek dla Wałęsy, głównie z powodu jego doświadczenia i jego postawy od 1970 roku. Sami mieliśmy świadomość, że to jest i doświadczenie, i pewna odwaga, i taka cecha przywódca. Nigdy nie podważyliśmy. I wtedy ten spór o prezydenturę, on był ważnym sporem, bo on był sporem różnicy wartości. Ale niech Pan zwróci uwagę. Frasyniuk, Mazowiecki byli w kontrze do Wałęsy. Jarosław Kaczyński był po stronie Wałęsy.
"Najwięcej z tej grubej kreski skorzystali ludzie PSL-owcy"
- Wie pan, kto dobrze żyje, kto się dobrze urządził w tamtych czasach? Niech pan popatrzy na takiego lidera PSL-u. Kosiniaka-Kamysza. To arystokracja w PRL-u. I arystokracja dzisiaj. I można powiedzieć tak, że różnica między... "Akurat jestem zaskoczony, że pan wymienił to nazwisko". A to dziękuję, bo właśnie specjalnie pomyślałem sobie, że to pana zaskoczy. Paradoks polega na tym, że ten PZPR, który wyniósł swój majątek, on ten majątek już stracił. Musiał się go wyzbyć, po to, żeby funkcjonowała partia. I można powiedzieć, że ci PZPR-owcy, o których tak źle myślimy, słusznie skądinąd, źle myślimy, to oni dzisiaj muszą funkcjonować w ramach demokracji, gospodarki rynkowej i zasad. Partia roszczeniowa w PRL-u. ZSL. I partia roszczeniowa w dzisiejszej Rzeczypospolitej. PSL. To najwięcej, że tak powiem, z tej grubej kreski skorzystali ludzie PSL-owcy. Ma pan tam ludzi, którzy naprawdę w PRL-u świetnie funkcjonowali? Ma pan ludzi, o których ja podejrzewam, że są zdecydowanie bardziej proradzieccy niż część ludzi, o których mam krytyczne stanowisko z PZPR-u. 4 czerwca tego roku, 4 czerwca. Poseł z naszego regionu, z PSL-u, 4 czerwca zaproponował ustawę antyukraińską. 4 czerwca. I cały parlament. Ci idioci zabili największe polskie święto 4 czerwca, bo ten 4 czerwca jest symbolem tego, że ludzie potrafią ze sobą rozmawiać po dwóch różnych stronach i uznali, że kartka wyborcza decyduje a nie bagnety, nie więzienia, nie bicia na ulicach. I jak patrzę na Kamysza, to wie pan, to widzę to cwaniactwo chłopskie i ten PRL-owski spryt, który u nich został.
(...)
- I żeby było jasne, nie mam cienia wątpliwości, że na to zapracował Kaczyński, Nawrocki i Tusk. Mógłbym wymienić Trzaskowskiego, mógłbym wymieniać. Cała klasa polityczna, cała klasa polityczna jest dzisiaj antyukraińska. Tylko jedni są mniej lub więcej. W związku z tym, że antyukraińskie to jest złe słowo, to prawdziwe stwierdzenie powinno być takie. Cała nasza klasa polityczna jest prorosyjska. Tylko jedni mniej, a drudzy więcej. "Powiedziałbym bardzo eufemistycznie, że to kontrowersyjna ocena". Ona jest bardzo prawdziwa. Ustawa 4 czerwca jest absolutnie ustawą wrzuconą przez Rosję. Poprawka do IPN-u, to służby pisały tę poprawkę. Bo rozwalono służby specjalne. Ja uważam, że my jesteśmy bezbronnym państwem.
(...)
"Mam do Tuska dramatyczne pretensje. Ja uważam, że oszukał, zdradził, zawiódł moje oczekiwania"
Ja mam odwagę, bo to nie problem krytykować Kaczyńskiego, PiS. To łatwizna. Odwagą jest krytykowanie swoich. I muszę powiedzieć, że ja mam do Tuska dramatyczne pretensje. Ja uważam, że oszukał, zdradził, zawiódł moje oczekiwania i znaczącej części wyborców. I nie mam cienia wątpliwości, że Tusk ma swoje przewagi. Jak oglądałem wczorajszą radę gabinetową, to nawet powiedziałbym, uśmiechnąłem się, że to... Muszę o tym Nawrockim ciepło powiedzieć. To dobrze, że on tego Tuska wyciągnął. W ogóle od trzech tygodni nie było słychać ani widać. Dobrze, że go wyciągnął. Dlatego, że się okazało, że ten Tusk jest błyskotliwie inteligentnym człowiekiem i ma wiedzę o państwie. A tej wiedzy brakuje może nie Nawrockiemu, bo on jest człowiekiem, który wszedł do tej polityki. I moim zdaniem on wielu rzeczy nie rozumie. Ale powinien się zorientować, że jego doradcy po wczorajszym spotkaniu są, jakby to powiedzieć... Słabej próby, tak bym powiedział. Słabej próby.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dariusz Wieczorkowski [email protected]